Za ostatnie ciężkie dni.
I trudny czas.
Płacę zdrowiem.
Zza góry medykamentów.
Rozmyślam.
Przewartościowuję.
Zmieniam wyobrażenia.
Układam.
Oswajam słowa.
I rozglądam się za ich datą ważności.
Szukam dystansu.
Koślawo składam rzeczywistość.
Leczę serce.
I cieszy mnie.
Że marzec się kończy.
Pierwszy bocian czarny.
Pierwsze zawilce.
Pierwsze miodunki.
Pierwsze trzmiele.
Pierwsze forsycje.
Pierwsze mrówki.
Pierwsze kałuże.
Pierwsze listki.
Pierwsze pąki.
Pierwsza trawa.
Pierwszy dziś spacer.
Pierwszy zapach ziemi.
I siedzenie na suchej trawie.
Pierwszy uśmiech.
Pierwsze piegi.
Pierwsza nadzieja.
Że wszystko się ułoży.
Pierwsze błoto na butach.
Pierwsza lekka kurtka.
Pierwszy kubek mięty.
I pościel na balkonie.
Pierwsza wiosenna kakofonia.
Dźwięków, zapachów, barw.
Z którą mi dobrze.
Nieśmiało, delikatnie.
Stąpając
Na końcach palców.
Na kroplach deszczu.
Na skrzydłach ptaków.
Na promieniach słońca.
Na płatkach kwiatów.
Na zielonych listkach.
Na ludzkich sercach.
W zielonej sukience.
Przyszła.
Wiosna.