Wczesny wiosenny poranek. Kiedy trawy były otulone kocem z lśniących igiełek. Kiedy aksamitna suknia mgły spowijała drzewa. Kiedy słońce łagodnie muskało promieniami dachy domów. Kiedy zaspane ptaki leniwie prostowały skrzydełka. Kiedy zimno wciskało się w luźne rękawy kurtki. Kiedy wszystko powoli przygotowywało się do powitania nowego dnia. Taki jeden, wczesny poranek, a ja mogłam uczestniczyć w tych porannych rytuałach.
Cieplej, piękniej, pełniej. Oddycham pełną piersią. Zamykam oczy i słucham wiatru. Maluje na kolorowo paznokcie. I chowam ciężką kurtkę do szafy. Uśmiecham się częściej.
Już można iść ku słońcu. Chociaż ziemia nie pachnie jeszcze wiosną. To spacery sprawiają jeszcze większą frajdę. Rozmokłe łąki, baziowe pączki. Lecące gęsi i świeże tropy łosi. I ten wiatr. Taki ciepły i delikatny.