Słucham opowieści, tych którym w życiu nie wyszło.
W których jest tyle smutku.
Uczę się doceniać to co mam.
Kochać i tulić swoje chwile.
I żyć najlepiej jak potrafię.
Zaskakujące jak już późno przychodzi zmierzch.
Słodko - gorzki to był dzień.
Chłonę łagodność wieczoru.
Czasem ułożone plany rozsypują się.
Zmieniają na zupełnie inną układankę. która wcale mi się nie podoba.
Dzisiaj jest już lepiej.
Dzisiaj będzie tak jak planowałam.
Dzisiaj wracam na swoje dobrze znajome tory.
Mam nadzieję.
Dopijam kubek gorącej herbaty z pigwą.
Ubieram ciepłą kurtkę.
Idziemy na spacer, potem do biblioteki i do drogerii, i....
Walczę z bólem głowy.
Robię pierogi.
Czytam książki.
Układam puzzle.
Oglądam film.
Wychodzę na długi zimowy spacer.
Kojący weekend.
Wracam.
Ostatni egzamin za mną.
Napisany.
Pojawiają się wątpliwości czy nie zapomniałam czegoś dopisać, coś podkreślić, o czymś wspomnieć.
Nieistotne, nawet nie sprawdzam już notatek.
To i tak nie ma już znaczenia.
Choć myślę pozytywnie.
Opada ze mnie stres i napięcie ostatnich dni.
Dopada mnie zmęczenie.
Biorę książkę.
Przytulam się do ciepłej poduszki.
Może zasnę.
Dni tygodnia zlewają się w jedną całość.
Wypełnione powtarzanymi czynnościami.
Nie ma czasu na nic innego.
Każda chwila wypełniona nauką.
Puszczam pozytywne myśli na śnieżny wiatr
Znów zmieniam stronę kalendarza, już luty.
A jeszcze chwilę temu ubierałam choinkę i lepiłam uszka.
Znika gdzieś czas, jak wstążka delikatnie oplata palce i umyka.
Dzień wypełniaczami zajęty po brzegi.
Potrzebuję przytulania.